W sobotę minister spraw zagranicznych ogłosił, że wycofa skierowane do prezydenta wnioski o powołanie ambasadorów. Na antenie TVN24 stwierdził, że jest „zniecierpliwiony”. Podkreślił, że zawierał trzy umowy z Andrzejem Dudą i wywiązał się z nich „z nawiązką”.
Sikorski zaznaczył, że „ludzie prezydenta” są ambasadorami w Londynie, Kanadzie, Paryżu, Bukareszcie, Watykanie, Pekinie i przy ONZ w Nowym Jorku. Minister nie wskazał, na co prezydent miał się zgodzić w ramach wspomnianych umów, ale dodał, że ustalenia „nie zostały dotrzymane” przez Dudę.
Teoretycznie zapowiedź Sikorskiego wydaje się kończyć ambasadorski spór z prezydentem i jak sam przyznał szef MSZ – wnioski mają przeczekać, aż zajmie się nimi następca Dudy.
Problem w tym, że zapowiedź ministra była zaskoczeniem nie tylko dla opinii publicznej, ale najwyraźniej także dla Pałacu Prezydenckiego.
Małgorzata Paprocka: Piłka jest po stronie premiera
O stanowisko w sprawie – według Sikorskiego – niedotrzymanych umów, zapytaliśmy szefową Kancelarii Prezydenta. W jej ocenie w sprawie ambasadorów obecnie „piłka jest po stronie premiera”.
Małgorzata Paprocka przekazała Interii, że obecnie na kontrasygnatę premiera czeka „około 20 postanowień” o powołaniu ambasadorów. Podkreśliła również, że dokumenty wysłano premierowi przed weekendem.
Paprocka zaznacza ponadto, że prezydent podpisał nominację dla polskiej ambasador przy Unii Europejskiej oraz że na decyzję premiera czeka przedstawiciel Polski w Izraelu.
Wyjaśnijmy porządek formalny. Ambasador jest mianowany przez prezydenta na wniosek ministra spraw zagranicznych. Kandydata opiniuje właściwa komisja sejmowa oraz Konwent Służby Zagranicznej, w skład którego wchodzą między innymi przedstawiciele Kancelarii Prezydenta i Premiera oraz szef dyplomacji.
To nie koniec drogi, bo akt mianowania ambasadora potrzebuje jeszcze jednej formalności – kontrasygnaty, czyli dodatkowego podpisu, w tym przypadku premiera.
Terra nullius. Ambasady bez zgody prezydenta Dudy
Przez 12 miesięcy sporu o ambasady najgłośniej było o trzech placówkach, w których prezydent nie zgadza się na ambasadora proponowanego przez rząd, a rząd i tak robi swoje, czyli powierza prowadzenie ambasady danej osobie w niższej randze. Placówki działają więc bez ambasadorów, żadna ze stron sporu nie przeforsowała w nich swojej racji. Zarówno dla prezydenta, jak i ministra spraw zagranicznych pozostają, choćby formalnie, terra nullius – ziemią niczyją.
Pierwsza z nich to Waszyngton. Stan gry jest taki, że ambasadą kieruje Bogdan Klich, którego prezydent nie chce zaakceptować jako ambasadora. Dlatego Sikorski dał Klichowi stanowisko niższego stopnia – chargé d’affaires.
Druga głośna sprawa to ambasada we Włoszech. Tam Andrzej Duda nie chce zaakceptować Ryszarda Schnepfa, który zarządza polską placówką w Rzymie jedynie jako kierownik ambasady.
Zobacz również:
Trzecim krajem bez obsady ambasadorskiej, o którym Sikorski wielokrotnie wspominał, był wspomniany już Izrael. Mówił o nim również podczas sobotniego wystąpienia w telewizji. – (Prezydent – red.) nie podpisuje nominacji w miejscach, gdzie mamy od wielu lat wakaty, jak choćby w Izraelu – podkreślił Sikorski.
To zdanie stoi w oczywistej sprzeczności z informacjami przekazanymi nam przez Paprocką, według której obsada placówki w Izraelu czeka na kontrasygnatę premiera.
W wywiadzie minister stwierdził również, że decyzję o wycofaniu wniosków ambasadorskich podejmuje „dla dobra służby zagranicznej i dla dobra skuteczności polskiej dyplomacji”.
Jak się nietrudno domyślić, Pałac Prezydencki sytuację postrzega zupełnie inaczej.
Sprawa ambasadorów. Koniec sporu czy nowy konflikt?
W ostatnich tygodniach zarówno z otoczenia ministra, jak i prezydenta, płynęły sygnały o częściowym porozumieniu w zakresie ambasadorskich nominacji.
Najwidoczniej z perspektywy Pałacu Prezydenckiego współpraca cały czas trwa. Paprocka przekazała nam, że na 11 kwietnia umówiony jest kolejny Konwent Służby Zagranicznej, który ocenia kandydatów na ambasadorów.
Mało tego, zgodnie z oficjalnym harmonogramem na stronie Sejmu, 3 kwietnia Komisja Spraw Zagranicznych ma się zająć opiniowaniem kandydatów na ambasadorów w Czarnogórze, Algierii i Tanzanii. Z naszych informacji wynika, że jeszcze w kwietniu do komisji miały trafić kolejne kandydatury.
O przyszłość trzech wymienionych wniosków chcieliśmy zapytać rzecznika MSZ, ale Paweł Wroński do czasu publikacji tekstu nie odpowiedział na nasze zapytanie.
Zapytaliśmy więc minister Paprocką o scenariusz, w którym Sikorski nie wycofa się z zapowiedzi wstrzymania wniosków o powołanie ambasadorów.
– Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, to będzie to dowód, że sprawa ambasadorów jest wykorzystywana do wewnętrznej walki politycznej, a panu ministrowi tak naprawdę nie zależy na jej załatwieniu tak, aby polskie sprawy mogły być reprezentowane na odpowiednim poziomie. To MSZ zaczął spór, nie respektując konstytucyjnego uprawnienia Prezydenta RP i 30-letniej praktyki. Gdy powrócono do dotychczasowego sposobu powoływania ambasadorów, pan prezydent z ustaleń się wywiązuje – zaznaczyła.
Zobacz również:
Ryzykowna gra Radosława Sikorskiego
– Sikorski zmienił strategię – podkreśla w rozmowie z Interią dr Janusz Sibora, ekspert ds. polityki międzynarodowej. – Zagrał va banque. Oczywiście ryzykuje, nie znając ostatecznego wyniku wyborów, ale można to interpretować w ten sposób, że jest przekonany co do zwycięstwa Rafała Trzaskowskiego – dodaje, nawiązując do zapowiedzi, że wnioski o powołanie ambasadorów mają poczekać na nowego prezydenta.
Czy brak ambasadorów w placówkach dyplomatycznych zaszkodzi polskiej dyplomacji?
– Z punktu widzenia szefa MSZ lepiej mieć na placówce zaufaną osobę w niższej randze, niż osobę, do której nie ma się zaufania. To jest szkoda wizerunkowa. Natomiast z punktu widzenia załatwiania spraw istotnych politycznie czy w zakresie obronności, to są i tak załatwiane w zaciszu gabinetów. Dzisiaj tak funkcjonuje służba zagraniczna. Nie jesteśmy na dworze Ludwika XIV – wskazuje nasz rozmówca.
Sibora uważa również, że obecnie Sikorski ma do dyspozycji scenariusz odwetowy. Minister twierdzi, że prezydent nie wywiązał się z umowy, więc teoretycznie mógłby próbować odwołać któregoś z siedmiu prezydenckich ambasadorów, tak jak w przeszłości. – Sikorski ma coś w zanadrzu, być może kogoś rzeczywiście odwoła – komentuje w rozmowie z Interią dr Janusz Sibora.
Jakub Krzywiecki