
Tydzień temu mówiłem o tym, jak w Europie Zachodniej muzułmański ramadan wypiera ze sfery publicznej karnawał i Wielki Post. W ten sposób następuje stopniowa islamizacja przestrzeni symbolicznej na naszym kontynencie. Sprzyjają temu elity polityczne i umysłowe Unii Europejskiej, które dawno porzuciły chrześcijaństwo, a teraz szeroko otwierają ramiona przed islamem. Od minionej środy dotarło jednak z różnych miejsc w Europie wiele nowych informacji, które każą uzupełnić odmalowany przed tygodniem obraz. Okazuje się, że islamizacji Europy sprzyjają dziś nie tylko całkowicie zsekularyzowane i antyklerykalne środowiska polityczne i medialne, ale – o dziwo! – także duchowni Kościoła katolickiego.
Oto na przykład w brukselskiej dzielnicy Molenbeek tamtejszy kościół św. Jana Chrzciciela otworzył swoje podwoje dla muzułmanów, aby obchodzili w środku iftar, czyli swój tradycyjny posiłek kończący post po zachodzie słońca w okresie ramadanu. W trzecią niedzielę Wielkiego Postu tamtejszy proboszcz zdecydował, że nie będzie wieczornej Mszy świętej, a zamiast tego ugości wyznawców Allaha. We wnętrzu świątyni ustawiono więc długie rzędy stołów, przy których usadzono ponad pięciuset muzułmańskich gości. Niektórzy mężczyźni siedzieli w kościele w czapkach baseballowych. Serwowano arabskie dania, m.in. zupę harira i przekąski halal z daktylami. A wszystko to przy akompaniamencie pieśni, które czasami śpiewał muezin. Atmosfera była wesoła. Powiewały flagi Palestyny i Unii Europejskiej, a proboszcz był szczęśliwy, że może w swym kościele celebrować „różnorodność” i „wielokulturowość”.
Nie gorszy od niego postanowił być biskup diecezji Brindisi we Włoszech, który świętował z miejscowymi muzułmanami zakończenie ramadanu w miejscowej parafii św. Karola de Foucaulda. W ostatnią niedzielę wspomniana parafia na jeden dzień stała się domem islamu. Zorganizowano w niej bowiem uroczysty posiłek kończący okres ramadanu, ale jako gospodarz miejsca wystąpiła lokalna społeczność muzułmańska. To właśnie ona zaprosiła oficjalnie wszystkich chrześcijan na świętowanie końca ramadanu do katolickiej parafii. W uroczystości wziął udział ordynariusz diecezji Brindisi razem z miejscowym imamem, który – co ciekawe – w ostatnich wyborach startował z list lewicowej Partii Demokratycznej. Wspólnie z biskupem i imamem zakończenie ramadanu świętowali też przywódcy stowarzyszenia ANPI założonego po II wojnie światowej przez włoskich partyzantów komunistycznych i pielęgnującego do dziś ideały marksizmu.
Muzułmanie w kościołach
Także wiele innych świątyń katolickich we Włoszech, m.in. w Mediolanie, Rovigo czy Romano di Lombardio otworzyło swoje podwoje dla muzułmanów świętujących ramadan. W Prato miejscowy biskup udostępnił muzułmanom dziedziniec kościoła św. Dominika, by mogli w ostatnią niedzielę odprawiać tam swoje modły.
Komentując te wydarzenia włoska publicystka Francesca Rivafonoli zapytała, czy doczekamy się czasów, w których meczet w Teheranie zorganizuje kolację wielkanocną z winem i kotletami z szynki, przy dźwiękach z kantaty Bacha i poprzedzoną nabożeństwem chrześcijańskim, wyjaśniając zdumionym Persom, że tak właśnie wygląda różnorodna kultura muzułmańska.
Chyba jednak już prędzej w Wiedniu powstanie pomnik wezyra Kary Mustafy, któremu niegdyś nie udało się zdobyć austriackiej stolicy. Przeszkodził mu w tym Jan III Sobieski, który uratował Wiedeń przed zajęciem go przez Turków. Dziś wszelkie próby postawienia pomnika królowi, który ocalił miasto przed islamem, napotykają na przeszkody ze strony austriackich władz. Obawiają się one, że monument polskiego władcy mógłby zakłócić spokój społeczny. W imię tego spokoju europejskie elity ustępują dziś przed islamem. Szkoda, że robią to jednak także katolicy.