Skip to main content
WiadomościWszystko

Detektyw ujawnił nowe informacje ws. zaginięcia Beaty Klimek. „Sprawca miał dużo czasu”

Autor 3 kwietnia 2025Brak komentarzy

Od zaginięcia Beaty Klimek minęło już prawie sześć miesięcy. Detektyw Arkadiusz Andała, który zajmował się sprawą, nie ma wątpliwości. Twierdzi, że kobieta nie żyje. W rozmowie z „Faktem” ujawnia, że na samym początku śledztwa doszło do poważnych zaniedbań, przez które stracono kluczowe dowody.

Beata Klimek zaginęła 7 października ubiegłego roku. Kamery monitoringu zarejestrowały, jak odprowadzała dzieci na przystanek autobusowy. Później wróciła do domu. Jej telefon zamilkł o 8:40, a monitoring wewnętrzny został wyłączony. – Ktoś to musiał zrobić – mówi detektyw Andała w rozmowie z „Faktem”.
Służby kilkukrotnie przeszukiwały dom i posesję jej męża Jana K., jednak bezskutecznie. – To wszystko było robione za późno. Wokół posesji znajduje się wiele stawów, a sam sprawca miał dużo czasu na ukrycie ciała – twierdzi detektyw prowadzący sprawę. 26 marca br. służby otrzymały informację o świeżym kurhanie ziemi na posesji. Śledczy przeszukali wskazane miejsce, jednak zamiast ciała znaleźli jedynie plandekę.
„Zabrakło policyjnego nosa”
Detektyw zwraca uwagę, że przez pierwszy miesiąc zaginięcie Beaty Klimek traktowano jako sprawę obyczajową. – Dopiero po ponad miesiącu uznano, że to sprawa kryminalna. – Zabrakło policyjnego nosa i elementarnej wiedzy dochodzeniowej – mówi Andała „Faktowi”.
Według niego kluczowe dowody powinny zostać zabezpieczone już na początku, m.in. linie papilarne z bezpieczników i nagrania z domowego monitoringu. – To są podstawowe dowody w procesie poszlakowym. Ten miesiąc zwłoki sprawił, że bezpowrotnie utracono ważne dowody – ocenia detektyw.
Jan K. pokazywał zdechłe myszy
Detektyw wspomina także swoją wizytę w domu Jana K. – Pokazywał bałagan i dwie zdechłe myszy, próbując przedstawić zaginioną żonę w złym świetle. Nie wspominał jednak, skąd te myszy się tam wzięły – mówi Andała w rozmowie z „Faktem”.
Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Beaty Klimek ruszyło dopiero 14 listopada ubiegłego roku, a następnie przejęła je Prokuratura Regionalna w Szczecinie. – Teraz poszukiwanie dowodów na posesji Jana K. jest już spóźnione – podsumowuje detektyw i nie pozostawia złudzeń w kwestii szans na odnalezienie kobiety.