
- — Jest takie fajne określenie tego stanu polityków PiS, ono padło w orzeczeniu sądowym dotyczącym Marine Le Pen. Chodzi o „roszczenie bezkarności” — mówi dr Anna Materska-Sosnowska
- — Dzień później prezes jeszcze swój przekaz zradykalizował, sugerując nawet możliwość kary śmierci dla Giertycha. To pokazuje bezwzględność karania, jaką pała prawica — byle nie karać ich samych — dodaje
- — Im częściej Kaczyński będzie się musiał u śledczych stawiać, tym bardziej będzie się robił zły, a im bardziej będzie zły, tym łatwiej Giertychowi będzie go prowokować. Spirala się nakręci, kółko zamknie — zauważa politolożka
- — Wyraźnie widzę, że studenci, których uczę, na te rytualne kłótnie w Sejmie patrzą z pewnym lekceważeniem, bo widzą oderwanie polityków od rzeczywistości. Awantura przy Wiejskiej mogła być pewnym urozmaiceniem, jednak są naprawdę ważne sprawy do załatwienia — zdradza
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu
— To już nie była polityka, z polityką te sceny w Sejmie niewiele miały wspólnego. To były czyste emocje, u niektórych wręcz amok – tak o sejmowej awanturze między prezesem PiS a Romanem Giertychem mówi Onetowi dr Anna Materska-Sosnowska, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.
W czwartek posłowie Koalicji Obywatelskiej z zespołu Romana Giertycha do spraw rozliczeń PiS poinformowali, że składają zawiadomienie do prokuratury na sześciu posłów PiS, w tym prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi o okrzyki „morderco!” kierowane na środowym posiedzeniu Sejmu w stronę polityka KO. Sprawa trafi też do sejmowej komisji etyki.
— Słyszeliśmy język najgorszy z możliwych, bo odbierający podmiotowość przeciwnikowi politycznemu, odczłowieczający go. I widzieliśmy obrazki, które nigdy nie powinny się wydarzyć – zaznacza. — Można to oceniać na poziomie pewnej groteski, jednak padały tam słowa, które nigdy paść nie powinny. U posłów PiS widzieliśmy zaś prawdziwy amok, gdy rzucili się bronić prezesa – podkreśla ekspertka.
— Jest takie fajne określenie tego stanu polityków PiS, ono padło w orzeczeniu sądowych dotyczącym Marine Le Pen. Chodzi o „roszczenie bezkarności”. Politykom, zwłaszcza skrajnym, wydaje się, że oni są ponad prawem, że „ich ból jest lepszy niż twój” — mówi ekspertka.
— A prezes znów się zatracił. To nie jest jego pierwszy raz, że on się daje wyprowadzić z równowagi. Co ewidentnie nie służy ani jemu, ani partii, bo jak widzimy taką zapiekłość i nienawiść, to nas takie emocje jakoś od tej partii odstraszają. A te obrazki z Sejmu długo z nami zostaną – wskazuje dr Materska-Sosnowska.
— Dzień później prezes jeszcze swój przekaz zradykalizował, sugerując nawet możliwość kary śmierci dla Giertycha. To pokazuje bezwzględność karania, jaką pała prawica – byle nie karać ich samych. Bo gdyby oni tych surowych kar, które tak lubią, sami się obawiali, to nie dochodziłoby w tym środowisku do takich nieprawidłowości i powiem kolokwialnie przewałów, jakie mogły mieć miejsce za rządów PiS – zaznacza politolożka.
„Giertych zrobił to absolutnie celowo. I on ten manewr z prowokowaniem prezesa zapewne nie raz powtórzy”
— Nie mam wątpliwości, że postępowanie w prokuraturze za te okrzyki „morderca” powinno być wszczęte. Bo reguły muszą być zachowane, takie działania nie powinny uchodzić bezkarnie — mówi dr Materska-Sosnowska. — Przy czym jest dla mnie jasne, że Roman Giertych absolutnie celowo sprowokował prezesa Kaczyńskiego. Wystarczy przywołać, choćby, te słowa Giertycha do Kaczyńskiego, by ten mówił do posła KO „wuju” — podkreśla ekspertka.
— On tę prowokację zapewne nie raz jeszcze powtórzy, a jeśli prezes — co więcej niż pewne – znów straci nerwy i zacznie rzucać obelgi, to Giertych znów na niego doniesie. Zapewni Kaczyńskiemu pielgrzymki po prokuraturach – wskazuje.
— Im częściej Kaczyński będzie się musiał u śledczych stawiać, tym bardziej będzie się robił zły, a im bardziej będzie zły, tym łatwiej Giertychowi będzie go prowokować. Spirala się nakręci, kółko zamknie. Tylko ludzie z zewnątrz będą na to patrzeć z niejakim, jak sądzę, osłupieniem, że te ich ludzkie sprawy politykom mogły tak bardzo odjechać – podkreśla politolożka.
— Wyraźnie widzę, że studenci, których uczę, na te rytualne kłótnie w Sejmie patrzą z pewnym lekceważeniem, bo widzą oderwanie polityków od rzeczywistości. Awantura przy Wiejskiej mogła być pewnym urozmaiceniem, jednak są naprawdę ważne sprawy do załatwienia. Tyle że politycy – zamiast te sprawy załatwiać – pozostają w swoich bańkach – podsumowuje dr Materska-Sosnowska.