Skip to main content

  • Rolnicy hodujący owce w Małopolsce i na Podkarpaciu liczą, że w zorganizowaniu eksportu na szeroką skalę pomoże im Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi
  • To może zwolnić importerów z rygorystycznych przepisów dotyczących transportu żywych zwierząt lub namówić więcej ubojni do przerabiania na mięso jagnięciny
  • Przed 2020 r. z Podhala wyjeżdżało do Włoch co roku 25 tys. jagniąt, dając spory zastrzyk gotówki dla rolników z południa Polski. Dziś ta sytuacja może się powtórzyć
  • Więcej podobnych tekstów znajdziesz na głównej stronie Onetu

Są potrawy, które dla lokalnej kuchni mają charakter szczególny. Polacy na Wigilię jedzą karpie. W USA na Święto Dziękczynienia na stołach lądują indyki, a we Włoszech tradycyjny obiad w pierwszy dzień Wielkanocy nie może odbyć się bez jagnięciny.

Dla Włochów młody pieczony na ruszcie baranek to potrawa cenna, tym bardziej że w Italii zbyt wielu owczych stad już nie ma. Dla podtrzymania tradycji potrzebny jest więc import. Od wczesnych lat 90. mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego jagnięta na Wielkanoc sprowadzali z Polski, Słowacji oraz Węgier i Rumunii. Szczególnie nasza, karpacka jagnięcina była dla nich rarytasem.

W 2018 r. temu wiosenny import młodych owiec z Polski do Włoch mocno się jednak załamał. Stało się tak na skutek protestów, jakie na polsko-słowackiej granicy organizowały polskie organizacje broniące praw zwierząt. Ich zdaniem owce jadące z Podhala w rejon Mediolanu. Rzymu czy Neapolu były stłoczone w złych warunkach na naczepach tirów, a przez to, że droga ta jest długa, jagnięta narażano na dodatkowe cierpienie. Po tym, jak przez protesty kilka transportów z Polski dotarło do włoskich ubojni opóźnionych, a kolejne nie trafiły tu wcale, kontrahenci z Italii stracili do Polaków zaufanie i większość Jagniąt kupowali w Rumunii.

Polska jagnięcina jedynym „zdrowym” mięsem w Europie

— Później nasz eksport się z roku na rok odradzał, choć nigdy nie osiągnął poziomu z lat 2005-2010, gdy wysyłaliśmy Włochom nawet 25 tys. jagniąt — mówi w rozmowie z Onetem Józef, jeden z podhalańskich hodowców owiec. — Ale powrót rynku mimo to cieszył, bo dla wielu z nas ten wiosenny eksport to główne źródło dochodu dla całej hodowli. W tym roku wielu z nas naprawdę mogłoby się „odkuć”, bo sytuacja w Europie ułożyła się dla Polaków wręcz idealnie — dodaje.

Jak tłumaczy nasz rozmówca, Polska jak na razie wolna jest od pryszczycy. To bardzo groźna choroba atakująca stada krów, owiec, świń, a nawet wielbłądów czy reniferów. Eksperci weterynaryjni i ekonomiści rynku rolnego uważają pryszczycę za najgroźniejszą chorobę zwierząt. Jej wystąpienie paraliżuje handel światowy zwierzętami i produktami pochodzenia zwierzęcego oraz powoduje bardzo duże straty ekonomiczne. Pryszczyca od kilku tygodni jest na Węgrzech i Słowacji. Polska się przed nią broni, wprowadzając kordony sanitarne na południowej granicy.

Dla Węgrów i Słowaków to fatalna informacja. Włosi owiec z krajów gdzie występuje pryszczyca, nie kupią. W teorii zakupy jagniąt na swoje wielkanocne stoły mogą dokonać więc tylko u nas w kraju i w Rumunii. W praktyce Rumunia jednak też odpada, bo nie ma tam pryszczycy, ale lokalne stada owiec dotyka w tym kraju Pomór Małych Przeżuwaczy — równie niebezpieczna epidemia.

Ważenie owiec podczas skupu na Podhalu. - Włosi uważają, że najsmaczniejsze są małe jagnięta, ale w tym roku kupią w Polsce każdą owieczkę bez wybrzydzania — mówią eksperci Grzegorz Momot / PAP

Ważenie owiec podczas skupu na Podhalu. – Włosi uważają, że najsmaczniejsze są małe jagnięta, ale w tym roku kupią w Polsce każdą owieczkę bez wybrzydzania — mówią eksperci

— Tym samym Włosi niemal z marszu mogliby kupić w Polsce dosłownie każdą owieczkę, którą wystawimy na sprzedaż. Nie byłoby wybrzydzania, że ta za duża , tamta za mała. Poszłoby wszystko. Czy tak będzie? Nikt z nas nie wie tego na 100 proc. Nie mamy pryszczycy, ale mamy inny problem… To ekolodzy — mówi Jan Jańczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu (RZHOiK)

Górale boją się ekologów

Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, do sprzedaży w Polsce będzie w najbliższych dniach 15-20 tys. jagniąt. To jest bardzo duża ilość zwierząt, które do Włoch trzeba jakimś sposobem dostarczyć. Można to zrobić na dwa sposoby.

Pierwszym jest wysłanie do Italii już gotowych półtuszek mięsa w naczepach chłodniach. To jednak może być na masową skalę ciężkie. Na Podhalu gdzie owiec na sprzedaż jest najwięcej, ubojem jagniąt zajmują się dwie przetwórnie — w Starym Bystrem i Nowym Targu. Zakłady te mają jednak ograniczone moce przerobowe i prowadzą już od kilku lat własny skup od rolników.

Tymczasem najwięcej hodowców skupionych jest właśnie w RZHOiK. Ci w minionych latach wywozili zwierzęta żywe z Polski na Słowację. Włosi mieli umowę z tamtejszymi ubojniami. Po zabiciu i oprawieniu mięsa ze Słowacji do Włoch jechało już ono chłodniami. Teraz jednak przez pryszczycę nikt nie wywiezie polskich zdrowych owiec na Słowację.

— Zdecydowane kroki musi teraz podjąć minister rolnictwa Czesław Siekierski — mówi w rozmowie z Onetem dyrektor Jan Jańczy. — Ten był w weekend na Podhalu, sprawdzał, jak na granicach idzie walka o niewpuszczenie pryszczycy do Polski. Wszystko fajnie, ale przy okazji oni w resorcie mogliby pomyśleć jak tę szansę, jaką ta cała sytuacja stworzyła polskim rolnikom wykorzystać. Opcje są dwie. Albo niech na szybko znajdą dodatkowe polskie ubojnie, które interwencyjnie podejmą się uboju jagniąt, albo… niech zezwolą na wywóz żywych zwierząt do Włoch i zagwarantują, że każdemu, kto taki transport zorganizuje, nie będzie groził wyrok.

***

W Polsce prawo nie pozwala przewozić nieodsadzonych jagniąt (czyli takich, które cały czas piją mleko matki) bez przerwy dłużej niż 19 godzin. Po tym okresie zwierzęta powinny zostać wypuszczone z naczepy tira i odpocząć przed kolejnym odcinkiem podróży, która z Podhala do Włoch może zająć nawet 29 godzin. W przerwie młode owce powinny też zostać nakarmione, mlekiem pobranym wcześniej od matek.

W 2021 r. w Sądzie Rejonowym w Nowym Targu zapadł wyrok, w którym za winnego znęcania się nad zwierzętami uznano organizatora transportu jagniąt z Podhala do Włoch w ramach kontyngentu przed Wielkanocą 2017 r. Sąd warunkowo umorzył jednak karę na okres roku próby. Identyczny wyrok usłyszała była Powiatowa Lekarz Weterynarii z Nowego Targu — Barbara Z. (dziś już na emeryturze).

Wyrok ten był wielkim sukcesem Fundacji Viva!, której działacze w 2017 r. kontrolowali tiry z jagniętami wyjeżdżające z Podhala do Italii.

***

— Dziś jednak sytuacja jest inna. Z uwagi na to, że przez pryszczycę transporty z żywymi jagniętami nie bardzo mają się gdzie zatrzymać w drodze do Włoch, ministerstwo mogłoby te przepisy czasowo zawiesić. Taka decyzja nam dałaby zarobić, a Włochom uratowałaby święta — mówią hodowcy owiec z południa Polski. — Czasu na decyzję nie ma wiele. Skup zapewne rozpocznie się już w przyszłym tygodniu i potrwa najpóźniej do niedzieli 13 kwietnia. Jeśli ministerstwo ma działać to właśnie teraz — dodają.