Były minister obrony narodowej Antoni Macierewicz stara się odzyskać prawo jazdy, które stracił po serii wykroczeń drogowych i swoim słynnym rajdzie po ulicach Warszawy. Po kilku miesiącach od incydentu polityk PiS podjął próbę egzaminu w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Piotrkowie Trybunalskim, jednak nie poszło mu najlepiej. Wiemy, na czym się wyłożył.
Egzamin na prawo jazdy nie jest łatwym zadaniem, nawet dla doświadczonych kierowców. Wiele osób nie zdaje egzaminu za pierwszym razem, co często wiąże się z dużym rozczarowaniem. Pomimo teoretycznej i praktycznej wiedzy, presja związana z testem oraz stres mogą wpłynąć na wynik.
Jak pokazuje opisane przez „Fakt” zdarzenie, temat dotyczy nie tylko „zwykłych śmiertelników” ale i również polityków. Swoją próbę zdania egzaminu oblał właśnie Antoni Macierewicz. I nie pomógł mu nawet fakt, że zamiast trudnej i ruchliwej Warszawy wybrał spokojny Piotrków Trybunalski.
Antoni Macierewicz zdaje egzamin na prawo jazdy. Pierwsze podejście nieudane
Aby odzyskać uprawnienia, Macierewicz musiał przejść badania psychologiczne oraz zdać egzamin. Gazeta „Fakt” podaje, że 1 kwietnia 2025 roku polityk PiS stawił się na egzaminie teoretycznym, ale… go oblał. I nie było to prima aprilis.
Jak się okazuje, była to już druga próba polityka, bowiem pierwsza, zaplanowana na 18 marca, zakończyła się jego nieobecnością. Po porażce na teście teoretycznym Macierewicz nie mógł przystąpić do części praktycznej, co oznacza, że nawet nie zbliżył się do samochodu.
Czemu Macierewicz musi zdawać egzamin? Polityk PiS nie przyznaje się do winy
W ubiegłym roku dziennikarze „Faktu” przyłapali Macierewicza na poważnych wykroczeniach drogowych. Polityk PiS jechał przez Warszawę, rozmawiając przez telefon, wyprzedzając pojazd na pasach, a także wjeżdżając na buspas. Antoni Macierewicz został ukarany trzema mandatami na łączną kwotę 1800 zł i otrzymał 21 punktów karnych. W rezultacie, od grudnia jego prawo jazdy zostało zawieszone.
Mimo to były minister wciąż kwestionuje zarzuty stawiane przez dziennikarzy „Faktu”. Twierdzi, że nie rozmawiał przez telefon podczas jazdy, jak sugerowano, ale jedynie wtedy, gdy samochód stał. Mimo tego, zdjęcia i filmy opublikowane przez media wyraźnie dokumentują jego wykroczenia, w tym wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, co jest jednym z najpoważniejszych naruszeń przepisów ruchu drogowego.