Paradise jest tą produkcją, która z początku zdobyła ogromny rozgłos w branży gier, przyciągnęła ogrom zainteresowanych fanów, a na samym końcu ugięła się pod absolutnym gradem krytycznych komentarzy. Czy naprawdę mamy do czynienia z dużym szwindlem sektora gamingowego?
Paradise rozbudził wyobraźnie i entuzjazm fanów z kilku powodów. Dzieło miało być klasycznym przykładem symulacyjnej gry z… uwaga… nieskończonymi wręcz możliwościami i bajeczną grafiką, gdzie granice między fikcją a realizmem zacierane są na każdym kroku. Wszystko to potęgowało fakt, że tytuł miał debiutować w darmowym modelu rozgrywki.
Twórcy zachęcali, na każdym kroku uwypuklając rzekome zalety gry. W Paradise mamy mieść możliwość zatopienia się w niesamowicie interaktywnym świecie, gdzie przykładowo interakcje z postaciami niezależnymi napędzane są przez skrzętnie działającą sztuczną inteligencję. A co za tym idzie – bohaterowie mają dysponować prawdziwymi głosami, wyrażać emocje i w płynny sposób reagować na wszelkie otaczające ich sytuacje.
Czyż wszystkie te zapowiedzi nie wyglądają zachęcająco i błyskotliwie? Z takiego założenia wychodzili też użytkownicy Steama, którzy masowo dodawali Paradise do swojej listy życzeń najbardziej wyczekiwanych produkcji.
Niestety Paradise najprawdopodobniej nie jest tym, czym chcielibyśmy, żeby było. Produkcja już kilkukrotnie prześwietlona została przez YouTuberów, serwisy internetowe i samozwańczych śledczych, którym udało się zebrać sporo dowodów na to, że mamy do czynienia z dużym szwindlem.
Wczoraj uruchomione zostały rzekome Playtesty Paradise, do których jednak nie da się dołączyć, bowiem napotykamy okienko z błędem. Tytuł miał zadebiutować równocześnie na Steamie i Epic Games Store 2 kwietnia tego roku. Tak się jednak nie stało. Deweloperzy postanowili również udostępnić demonstracyjną wersję gry na swojej zewnętrznej platformie w formie pliku do pobrania. Komentarze w serwisie X osób, chcących skosztować próbkę gry, mówią jednoznacznie – gra po prostu nie działa.
W sieci zaroiło się szereg oskarżeń adresowanych w kierunku Ultra Games Ltd., twórców tej produkcji. Kwestionowano wiarygodność producentów, bowiem adres siedziby firmy miał być zlokalizowany w Rosji. Dociekliwe osoby sprawdziły, że pod wspomnianym adresem nic się nie znajduje.
Próbki z gry, fragmenty gameplayu publikowane przez deweloperów potrafiły wzbudzić nieco ekscytacji, choć warto pamiętać, że i tu pojawiło się ogrom wątpliwości, czy faktycznie możemy mówić o rzeczywistej grze, a nie krótkich urywkach wygenerowanych chociażby przez sztuczną inteligencję.
Nie to jednak przelało czarę goryczy. Najwięcej oskarżeń wobec twórców Paradise odnosiło się do prób manipulowania kryptowalutą. Deweloperzy wprowadzili własny Paradise Token ($PAR) i nakłaniali odbiorców do inwestycji realnych pieniędzy pod pozorem realnych wzrostów wartości tej waluty po premierze gry.
Mechanizm ten zrodził szereg obaw o tzw. pumping and dumping, czy sztuczne podbijanie wartości tokena. Wyobraźmy sobie, ile zarobiliby producenci gry, gdyby przynajmniej 10% osób mających Paradise na swojej liście życzeń, poczyniło nawet skromną inwestycję w ten projekt.
Wydaje się, że na ten moment Paradise kompleksowo prześwietlone zostało przez branżę. Produkcja i jej twórcy nie emanują transparentnością, a w sieci nie bez kozery pojawiają się porównania tejże gry do niesławnej produkcji The Day Before, która jak szybko zaliczyła rynkową premierę, tak szybko upadła.