Naukowcy opuszczają słynny Uniwersytet Yale na rzecz Kanady — kraju, który Trump chciałby włączyć do USA jako 51. stan. Plany emigracyjne gwiazd nauko trafiają na pierwsze strony gazet.
Naukowcy wyjeżdżają, ponieważ widzą zagrożenie dla wolności badań naukowych oraz własnej wolności osobistej. Przypadek Snydera jest tylko papierkiem lakmusowym — jednym z wielu wymownych przykładów stanu, w którym znalazła się amerykańska nauka. Mówi o tym najnowsze badanie przeprowadzone przez renomowane naukowe czasopismo „Nature”.
Skandale i drenaż mózgów w USA
Jeśli wierzyć ankiecie przeprowadzonej przez „Nature” wśród 1608 naukowców w USA, trójka czołowych naukowców nie będzie jedynymi, którzy wyjadą.
Znany amerykański naukowiec Timothy Snyder opuszcza USA (zdj. ilustracyjne)
Trzy czwarte ankietowanych (75,3 proc.) stwierdziło, że również rozważa emigrację.
Stany Zjednoczone są zagrożone tak zwanym drenażem mózgów — utratą największych talentów naukowych i badawczych. Donald Trump odstraszył ich, anulując ich finansowanie, czyszcząc ich język i grożąc sankcjami, jeśli będą protestować przeciwko tej arbitralnej polityce.
Wielu zagranicznym naukowcom grozi nawet deportacja — najnowszym przykładem jest Rosjanka Ksenia Pietrowa, która prowadziła badania w Harvard Medical School, aż nagle w połowie lutego trafiła do aresztu w oczekiwaniu na deportację. Obecnie rosną wątpliwości co do tego, czy nawet prywatne elitarne uniwersytety są w stanie chronić swoich zagranicznych wykładowców.
„To, co się tutaj dzieje, zmniejsza atrakcyjność Ameryki jako centrum badań” — powiedział w rozmowie z radiem Deutschlandfunk Thomas Zimmer, wizytujący niemiecki badacz na Uniwersytecie Georgetown.
„Obecnie szeroko poszukuje się alternatyw” — dodał naukowiec.
Ameryka „pulą talentów” dla reszty świata
W szczególności młodzi naukowcy (według ankiety „Nature” 548 z 690 osób z doktoratem rozważa opuszczenie USA) spoglądają teraz na Europę. Francja jest pierwszym krajem, który tak oficjalnie wysunął propozycję rekrutowania talentów z USA. Do prowadzenia badań naukowych w Stanach Zjednoczonych nie zachęcają ponadto przypadki takie jak historia francuskiego naukowca pracującego dla National Ventre for Scientific Research, który nie został wpuszczony do USA.
Przyczyną tego zdarzenia była prawdopodobnie zawartość telefonu badacza, która miała nie spodobać się funkcjonariuszom na lotnisku. Smartfon rzekomo zawierał osobiste krytyczne opinie na temat Donalda Trumpa. Francuski rząd poinformował o tym agencję AFP.
Według „The Independent” francuski naukowiec miał zostać oskarżony o pisanie wiadomości, które „odzwierciedlają nienawiść do Trumpa i mogą być opisane jako terroryzm”.
Do skandalu odniósł się francuski minister szkolnictwa wyższego i badań naukowych Wspomniał, który we wpisie na platformie X pisał o „zagrożeniach dla bezpłatnych badań w Stanach Zjednoczonych”.
Do początku marca stu amerykańskich naukowców ubiegało się o zaledwie 15 stanowisk w odpowiedzi na program badawczy „Bezpieczne miejsce dla nauki” utworzony na Uniwersytecie Aix-Marseille.
Także Niemcy chcą włączyć się do akcji „pozyskiwania mózgów”. Przewodniczący Niemieckiego Towarzystwa Maxa Plancka, Patrick Cramer, mówił w radiu Deutschlandfunk o „dwukrotnie większej liczbie wniosków z USA”. Postrzega on Amerykę Trumpa jako „nową pulę talentów”.
Niedawno Senat Berlina ogłosił również na Instagramie, że utworzy fundusz mający na celu przyciągnięcie amerykańskich naukowców na stołeczne uniwersytety — i zapewnienie im „nowego miejsca, w którym mogą swobodnie prowadzić badania w unikalnym na skalę światową środowisku”.