
Ministerstwo Zdrowia dopuściło do pracy w ochronie zdrowia kilka tysięcy osób w przeznaczonej dla lekarzy spoza Unii Europejskiej tzw. procedurze uproszczonej. Osoby ze zgodą resortu mogą przyjmować pacjentów pomimo negatywnej opinii Naczelnej Izby Lekarskiej.
Reporterzy „Uwagi!” TVN wskazują na dziurawy system. Jeden z lekarzy otrzymał zgodę ministerstwa pomimo tego, że NIL uznał, że za słabo mówi po polsku.
– Uważaliśmy, że nie włada językiem polskim w stopniu wystarczającym do samodzielnej pracy z pacjentem. Odmówiliśmy mu rejestracji, ale nasza rola tutaj się kończy – powiedział „Uwadze!” lek. Jakub Kosikowski z NIL.
„Przypuszczam, że nie znał języka”
Pacjentem tego lekarza z Ameryki Łacińskiej był dwa lata temu pan Zbigniew. Mężczyzna zmarł kilkanaście godzin po wizycie. Rodzina zmarłego za śmierć wini lekarza przez jego słabą znajomość języka.
– Lekarz się w ogóle nie odzywał, tak jakby był niemową. Przypuszczam, że nie znał języka – powiedziała pani Mirosława, żona pana Zbigniewa.
– Uważam, że on nie zrozumiał, jaki jest cel wizyty. Że ojciec natychmiast musi trafić do szpitala. Ojciec sam powiedział mi, że nie dogadał się z nim – dodała pani Anna, córka zmarłego.
NIL odmówił prawa wykonywania zawodu ponad 500 osobom.
– Totalną patologią jest to, że system może dopuścić do pracy kogoś, kto w ogóle nie skończył medycyny albo skończył zupełnie inny kierunek medyczny. Innym zagrożeniem jest to, że ci ludzie nie mówią po polsku. Przyjeżdża człowiek do szpitala, zgłasza objawy, a lekarz nie rozumie. Albo przychodzi się na wizytę, a lekarz rozmawia za pomocą Google Translatora, bo takie sytuacje, niestety, w Polsce się zdarzają – skomentował lekarz Kosikowski.
Resort ma plan
Ministerstwo Zdrowia postanowiło poprawić sytuację – lekarze mają rok, aby dostarczyć zaświadczenie, że władają językiem polskim na co najmniej poziomie B1.
– Dlatego zmiana, która już została wprowadzona, jest taka, że musi być to zaświadczenie, a wtedy takie osoby mogą służyć swoją wiedzą pacjentom – powiedział Jakub Gołąb, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.
To nie jedyne planowane zmiany. Inne mają na celu uszczelnienie systemu. To pokłosie m. in. sytuacji, w której posługujący się sfałszowanym dyplomem ukończenia medycyny w Ukrainie mężczyzna wystawiał wiele recept na fentanyl.
– O wątpliwości co do kilku dyplomów zapytaliśmy ministerstwo, czy oni je weryfikują. Dostaliśmy odpowiedź, że nie weryfikują autentyczności tych dokumentów. System jest zupełnie nieszczelny – skomentował lek. Jakub Kosikowski.
Czytaj też:
Ministerstwo Zdrowia pracuje nad ważnym rejestrem. Zaangażowani onkolodzy i hematolodzyCzytaj też:
Centralna e-rejestracja. Ministerstwo Zdrowia wyjaśnia, na jakim jest etapie