Skip to main content
WiadomościWszystko

Nie tylko Kaczyński. Poseł Lewicy mówi nam, jakie groźby usłyszał dziś w Sejmie od Goska

Autor 2 kwietnia 2025Brak komentarzy

W środę w Sejmie posłowie PiS wykrzykiwali w kierunku Romana Giertycha, że jest „mordercą”. Aktywna była przede wszystkim Iwona Arent, ale swoją „awanturę” przeżył też Tomasz Trela. – Podbiegł do mnie Mariusz Gosek i zaczął wykrzykiwać, że służby zajmą się mną i moją rodziną, a on tego dopilnuje – relacjonuje w rozmowie z naTemat.pl poseł Lewicy.

– To było w trakcie zamieszania, jakie wywoła ekipa PiS, kiedy Roman Giertych wyszedł na mównicę sejmową. Obok niego stał już Jarosław Kaczyński i gromadzili się inni posłowie PiS. My wtedy wstaliśmy, przysłuchując się temu, co się dzieje. I wtedy podbiegł do mnie Mariusz Gosek, który był tam chyba po to, żeby bronić prezesa – mówi Tomasz Trela w rozmowie z naTemat.pl.
Poseł Lewicy zaznacza, że wcześniej nie zamienił z Goskiem nawet słowa. – Ale on zaczął do mnie wymachiwać palcem, i to jest na nagraniach z kamer sejmowych – relacjonuje Trela.
Tomasz Trela usłyszał groźby od Mariusza Goska w Sejmie
Świadkami tej sytuacji byli inni parlamentarzyści.
– Między innymi poseł Adrian Witczak, minister Czesław Mroczek i Witold Zembaczyński, z którymi siedzimy obok siebie w ławach sejmowych. I wszyscy słuchaliśmy tego, co pan poseł Gosek wygaduje. On w ogóle był dzisiaj bardzo pobudzony. Wracając na swoje miejsce, zaczął jeszcze wymachiwać rękami do Magdaleny Sroki i coś do niej krzyczał – mówi nam polityk.
Trela wyjaśnia też w rozmowie z naTemat.pl, co zrobi z tą sprawą.
– Na razie mamy ściągnięty obraz z kamer, na którym widać, jak poseł Gosek wymachuje do mnie palcem, i próbujemy wydobyć z tego dźwięk, ponieważ to było w czasie zarządzonej przez wicemarszałka przerwy i nie wszystkie mikrofony były włączone. A później przeanalizujemy całą sprawę – tłumaczy polityk.
Poseł Lewicy o awanturze w Sejmie: Do rękoczynów brakowało niewiele
Tomasza Trelę poprosiliśmy też o komentarz do samej awantury w Sejmie z udziałem Romana Giertycha, Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS, którzy w środę (2 kwietnia) otoczyli mównicę w Sejmie.
– Moim zdaniem oni mieli taki przykaz od rana, żeby zrobić rozróbę w Sejmie. Dlatego Kaczyński wyszedł na mównicę i wywołał na koniec Giertycha – ocenia polityk Lewicy.
– Krzyczenie do posła z mównicy „Morderca!” to sytuacja, która w polskim Sejmie nie wydarzyła się nigdy wcześniej. A posłanka Arent niemalże włożyła Giertychowi palec do oka. Do rękoczynów brakowało niewiele – podsumowuje wiceprzewodniczący sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa.
Posłowie PiS wykrzykiwali do Giertycha: „Morderca!”
Przypomnijmy, że Roman Giertych zapowiedział już kroki prawne po tym, jak Iwona Arent z PiS wykrzykiwała do niego w Sejmie, że jest „mordercą”. Jarosław Kaczyński powtórzył natomiast w rozmowie z dziennikarzami, że mecenas i poseł KO w pewnym sensie przyczynił się do śmierci Barbary Skrzypek, a część posłów PiS nabrało wody w usta i nie chce komentować scen, do jakich doszło na sali plenarnej parlamentu.
Wszystko zaczęło się od emocjonalnego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego.
– Mamy do czynienia z doprowadzeniem do śmierci śp. Barbary Skrzypek poprzez haniebne przesłuchanie. I mamy tutaj na sali można powiedzieć głównego sadystę – Giertycha, niejakiego Giertycha, bo to jego adwokat najbardziej znęcał się w trakcie tego przesłuchania – wykrzykiwał prezes PiS z mównicy.
Na słowa Kaczyńskiego zareagował od razu mecenas i poseł KO. – Zostałem nazwany sadystą przez pana Jarosława Kaczyńskiego – zaczął Giertych, ale jego wypowiedź ciągle zakłócał prezes PiS, który również podszedł do mównicy. – Jarku, siadaj spokojnie. Uspokój się – odparł poseł KO.
– Nie jestem z tobą na „ty”, łobuzie! – wykrzyknął w pewnym momencie zdenerwowany Kaczyński. Po chwili mównicę oblegli też inni posłowie PiS. Najgłośniejsza w całej tej grupie była Iwona Arent.

– Złaź, morderco!” – wykrzyczała kilka razy posłanka Arent w kierunku Giertycha. – Morderca! – kontynuowała już odwrócona twarzą do innych polityków PiS zebranych wokół mównicy. Jej słowa natychmiast podchwycili inni posłowie partii Kaczyńskiego i po chwili cała sala plenarna Sejmu usłyszała skandowanie „Morderca”.
Iwona Arent odniosła się do swoich słów także w rozmowie z reporterem TVN24 Radomirem Witem w Sejmie. – Roman Giertych jest pośrednio mordercą. Wystarczy, że pani Basia Skrzypek mówiła, że po tym przesłuchaniu źle się czuła – mówiła.
Posłanka nie potrafiła poprzeć swojej tezy dowodami, ale powtarzała, że „jest wiele nieprawidłowości”. – Proszę bardzo, niech mnie pozywa. Ja się chętnie spotkam z panem Giertychem w sądzie i udowodnię mu, że jest pośrednio mordercą – skwitowała Arent.