Wydaje się, że poruszyli niebo i ziemię, od lat opowiadają o tej sprawie mediom. – Wszyscy wiedzą, jaka jest sytuacja i dalej nie potrafią nam pomóc. To jest najbardziej przytłaczające w tej sprawie – mówi Anna Szczepańska-Świszcz, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Puławy i mieszkanka dzielnicy Włostowice, gdzie rozegrała się słynna na całą Polskę batalia o orlik. To z jego powodu prezydent Puław idzie do aresztu. Doprowadziła do tego lawina zdarzeń, zapoczątkowana przez skargę jednego małżeństwa. Kim są ci ludzie? – Osobiście próbowałam z nimi rozmawiać, ale nic nie wskórałam. Nie tylko ja. Wiele osób próbowało – twierdzi radna.
Sprawa ciągnie się od 2018 roku i przez lata lokalnie napsuła ludziom mnóstwo nerwów.
– Wszyscy są zbulwersowani. Nie powinno tak być. Z kim nie rozmawiam, wszyscy myślą tak samo. Wszyscy chcemy, żeby dzieci jak najwięcej czasu spędzały na dworze. Tyle jest walki z depresją, z tym, że dzieci nie wychodzą z domu, że siedzą przy telefonach, że tym bardziej jest to dla nas bulwersujące. Żeby taki obiekt dla dzieci został unieruchomiony przez jakieś widzimisię kogoś?! Nóż się w kieszeni otwiera – reaguje mieszkanka osiedla.
– Z tego, co wiem, tylko jedno domostwo ma coś przeciwko. To jest po prostu chore. To jest parodia, co się wyprawia przez jakichś mieszkańców. Wszyscy są za prezydentem. Każdy by zrobił tak, jak on – dodaje.
Ci mieszkańcy to starsze małżeństwo, które mieszka w pobliżu orlika i przed laty poskarżyło się na hałas i oświetlenie. Choć – jak zaznaczają ich sąsiedzi – są inni, którzy mieszkają bliżej od nich i im boisko nie przeszkadza.
Szokujący finał tej sprawy właśnie rozgrywa się na oczach Polski, gdy okazało się, że z jej powodu prezydent Puław 7 kwietnia musi stawić się w areszcie na pięć dni.
– Idę siedzieć za to, że umożliwiłem dzieciom korzystanie z boiska. Robię to dla całej społeczności, bo taki problem może się pojawić w każdej gminie. Mamy chore i bezduszne prawo – mówił w rozmowie z Łukaszem Grzegorczykiem Paweł Maj.
Bój o orlik w Puławach, o co chodzi
Przypomnijmy, chodzi o orlik przy Szkole Podstawowej nr 4 w Puławach. Przez małżeństwo sprawa w 2018 roku trafiła do sądu. Efekt? Sądowy zakaz korzystania z boiska po lekcjach przez wszystkich, którzy nie są uczniami szkoły. Na oficjalnym portalu Urzędu Miasta w Puławach, można znaleźć szczegółowy opis sprawy.
– Czyli gdyby uczeń szkoły przyszedł z siostrą, czy bratem z przedszkola lub innej szkoły, nie może wejść na boisko. Nie może też wejść na nie opiekun, czyli np. rodzic lub dziadek. Cały czas słyszymy zapewnienia z ministerstwa, że orliki mają służyć całej społeczności lokalnej, żeby dzieci mogły się integrować z innymi dziećmi, z rodzicami, z dziadkami. I wszyscy chcielibyśmy korzystać z tego boiska. A nie możemy – opowiada nam Anna Szczepańska-Świszcz, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Puławy i mieszkanka osiedla Włostowice.
Mówiąc w skrócie, z tego orlika mogą korzystać tylko dzieci ze szkoły. Sytuacji nie zmienił nawet fakt, że miasto wybudowało przy nim ekrany akustyczne i ponownie zezwoliło na korzystanie z boiska dla wszystkich chętnych. Ponieważ zakaz nie był oficjalnie uchylony, sąd nałożył na miasto pięć tysięcy złotych grzywny. A ponieważ prezydent nie zapłacił, musi odbyć karę w areszcie.
– Jestem zdruzgotana. W ubiegłym roku szkoła obchodziła 55-lecie powstania. Cały czas przy szkole było boisko. Gdy był wyż demograficzny było nawet dwa razy więcej dzieci niż teraz i nikomu boisko nie przeszkadzało. Teraz obiekt jest z prawdziwego zdarzenia. Wszystko jest zrobione na tip-top, a my nie możemy z niego korzystać. To generuje we mnie złość. Uważam, że to jest zła wola niektórych mieszkańców, czyli sąsiadów boiska, którzy zaperzyli się w swojej ocenie sytuacji – przyznaje.
Małżeństwo złożyło skargę na orlik
W dzielnicy wszyscy się znają, a przynajmniej kojarzą. Wszyscy wiedzą, o kogo chodzi.
– Jako mieszkańcy mamy ogromne niezrozumienie dla tej decyzji. To są pedagodzy, pracowali z młodzieżą. Ja nie jestem w stanie zrozumieć, jak można tak walczyć i zgłaszać takie zastrzeżenia. Podejrzewam, że wszyscy mieszkańcy bronią boiska. Nie zauważyłam, żeby ci państwo mieli sojuszników wśród sąsiadów – mówi Anna Szczepańska-Świszcz.
Jak słyszymy, mężczyzna startował kiedyś w wyborach samorządowych z listy PiS, ale się nie dostał. A także, że za działalność opozycyjną otrzymał Order Odrodzenia Polski, i że był internowany.
– Być może teraz są szczęśliwi, że osiągnęli swój cel. Ale my, jako rodzice dzieci i mieszkańcy osiedla, nie możemy cieszyć się czymś, co jest wybudowane za ciężkie pieniądze dla nas i dla naszych dzieci. To według mnie również ograniczanie prawa wolności – uważa.
Kogo nie pytamy o tę sprawę, nikt nie pamięta, by ktoś jeszcze protestował przeciwko orlikowi. Choć w 2019 roku, po wyroku sądu, „Dziennik Wschodni” pisał, że ci, którzy „pozwali miasto za zbyt silne oddziaływanie orlika na ich nieruchomości (i wygrali sądową batalię) przekonują, że większość ich sąsiadów ucieszyło się z wyroku, bo podobnie jak oni, cenią sobie ciszę i spokój”.
„Nam nie przeszkadzały lekcje wychowania fizycznego na boisku. Ale ten orlik nie jest zwyczajnym, szkolnym placem gry. To boisko gminne, które po lekcjach było intensywnie wykorzystywane przez kluby sportowe. Rozgrywano tutaj mecze i treningi do późnych godzin wieczornych, co wiązało się z długotrwałym hałasem” – cytował portal mężczyznę.
Jego żona mówiła zaś, że „tutaj naprawdę nie dało się żyć”: „Hałas był taki, że nawet w lecie musiałam zamykać okna. Dopiero teraz będziemy mogli odetchnąć”.
– Z tego co wiem, i jak wynika z przebiegu spraw sądowych, to są jedyne dwie osoby, którym nie odpowiada orlik usytuowany na terenie naszej szkoły. Od nikogo innego nie słyszałam podobnych oskarżeń, że jest za głośno, że ktoś jest niezadowolony z orlika w tym miejscu. Od innych osób nie mam żadnych podobnych sygnałów. Odkąd ta sprawa się zaczęła, dla mnie związana jest tylko i wyłącznie z tymi osobami – mówi naTemat Edyta Skoczek, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4 w Puławach.
Obecną sytuację przedstawia tak: – Na orlik nie mogą wchodzić osoby z zewnątrz. Nie możemy wpuścić na orlik dziecka spoza naszej szkoły, czy rodzica, który chciałby poćwiczyć. Nie możemy też używać świateł, więc po zmroku orlik nie jest używany.
„Podeszliśmy tam, prosiliśmy. Jeden z chłopców płakał”
Osobiście bardzo odczuł to Bernard Bojek, trener piłki nożnej, animator na orliku przy SP 4, który prowadzi klub Puławiak Puławy. Mówi, że jest zrozpaczony, że nie może już trenować tu dzieci i młodzieży tak jak wcześniej.
– Gdy zapadł wyrok, to byłem pod domem tego małżeństwa z dwójką chłopców. Wcześniej zapytałem rodziców, zgodzili się. Podeszliśmy tam, prosiliśmy. Jeden z chłopców płakał – mówi naTemat.
Od 2012 roku pracował na tym orliku. W 2015 roku doszedł ze swoimi chłopcami do wicemistrzostwa Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie. – W tej szkole jest bardzo dużo utalentowanych chłopców i dziewczynek. Chcą trenować po szkole. A tu nie można. Trzeba jechać do miasta, do innych klubów, żeby te maluszki mogły trenować. A boiska często są zajęte, nie ma sanitariatów. Od siedmiu lat to jest fuszerka – mówi.
Bernard Bojek ma 68 lat. Całe życie, od dziecka, zaangażowany jest w piłkę nożną. Opowiada, jak sam grał, jak poznał Zbigniewa Bońka i innych piłkarzy. Jak zaczął trenować dzieci i zjeździł z nimi kawał Europy.
– Cały czas jestem przy piłce. Cały czas prowadzę zajęcia z piłki nożnej. Prowadzę klub. Całe życie na to poświęcam. A teraz, u schyłku życia spotkało mnie to, że w 2018 roku ten mój świat się zawalił – mówi.
Jak inni jest zbulwersowany:– Prezydent stanął w obronie dzieci. Takiemu człowiekowi należy się chwała. Mieszkańcy powinni zaprotestować. Bo jutro ktoś inny może być w takiej samej sytuacji, że obok ma orlik i ktoś z bloku przyjdzie do sądu i wygra.
Autorzy skargi: „W domu cały czas jest hałas”
Mieszkańcy nie byli jednak bierni. Alarmowali portale, telewizję radio. Pisali, gdzie mogli. Informowali nawet Rzecznika Praw Dziecka. W Urzędzie Miasta odbywały się mediacje.
– Nic to nie dało. Chcieliśmy, żeby ktoś nam pomógł. Żeby może ktoś na górze objął orliki ochroną prawną tak, żeby służyły społeczności, a nie żeby były sytuacje, że dwie czy trzy osoby mogą sparaliżować całe osiedle – mówi Anna Szczepańska-Świszcz.
W zeszłym roku organizowali też protesty mieszkańców.
– Pokazaliśmy, jak dużo ludzi jest niezadowolonych z decyzji sądu. Napisaliśmy list otwarty do tych państwa, żeby już naprawdę przestali i żebyśmy jakoś się dogadali. Do niczego to jednak nie doprowadziło – mówi.
To ona odczytała list otwarty.
– W imieniu mieszkańców osiedla Włostowice oraz wielu mieszkańców innych części Puław zwracamy się do Państwa z gorącą prośbą o zaprzestanie nękania nas, naszych dzieci oraz administracji miasta pozwami sądowymi. Państwa dotychczasowe działania ograniczają nasze dotychczasowe prawa – czytała.
Z małżeństwem nie udało nam się skontaktować. Jednak rok temu lokalny portal LPUTVpl zamieścił ich wypowiedź, tłumaczyli wtedy swoje racje w tym, jak uciążliwy był dla nich hałas. Mówili, że przez 11 miesięcy boisko było eksploatowane codziennie od godz. 8 do 21, a nawet do północy. W soboty, niedziele, w dni świąt religijnych i państwowych. – W domu cały czas jest hałas. Wszędzie ma pani ten hałas – mówili reporterce.
– Ten pozew jest tak skonstruowany, żeby absolutnie, w żaden sposób, nie ograniczał Szkoły Podstawowej nr 4. Czyli uczniowie, którzy chodzą do tej szkoły, mogą z tego boiska korzystać – mówił autor skargi. Tłumaczył też, że ekran akustyczny to ekran drogowy, który tłumi szum. – Ale nie tłumi uderzeń piłki, kopnięć piłki, gwizdów, krzyków – mówili.
Wśród komentarzy internetowych były również takie:” Bardzo współczuję , mieszkanie koło boiska to horror… sami to przeżyliśmy”.