Skip to main content
WiadomościWszystko

Sławomir Uprzywilejowany Mentzen. Powiem Panu, co znaczą płatne studia dla zwykłego człowieka

Autor 30 marca 2025Brak komentarzy

Sławomir Uprzywilejowany Mentzen mówi, że „w jego idealnym świecie studia powinny być płatne”. W moim świecie, gdyby studia były płatne, ja i wielu młodych ludzi nigdy nie zdobyłoby wyższego wykształcenia. Jak to możliwe, Panie Mentzen? Już tłumaczę, ale żeby to zrozumieć, trzeba wyjść ze swojej bańki i spojrzeć na szarego młodego Kowalskiego, który nawet na studiach bezpłatnych nierzadko cienko przędzie. Zapraszam do mojej bajki, w której dojazdy do Warszawy zajmowały mi 4 godziny dziennie, a kupienie biletu miesięcznego na pociąg było dużym wydatkiem. Jest Pan ekonomistą, więc pogadajmy o kosztach.

Płatne studia Pana Mentzena. Nigdy nie byłoby mnie na nie stać
Płatne studia to prosty przepis na to, by wyższe wykształcenie stało się elitarne i dostępne nie dla najzdolniejszych, a dla tych, których rodzice mają najwięcej pieniędzy. Ta propozycja to policzek w twarz dla wszystkich młodych ludzi.
Ale ponieważ średnia wieku największych sympatyków Mentzena zdaje się oscylować w przedziale, który jeszcze przez chwilę nie pozwoli im na głosowanie, jest szansa, że przez jego podobne wypowiedzi zmienią zdanie.
Sławomir Mentzen w jednym z wywiadów stwierdził, że sukces życiowy zależy nie tylko od talentu, ale także od czynników losowych, takich jak szczęście czy nieszczęście.
Pozwoli Pan, że powiem Panu pewien truizm, o którym jakoś Pan zapomniał – sukces zawodowy zależy (niestety) także od naszego zaplecza rodzinnego i zasobów finansowych tej rodziny. Głównie. Ale też od emocjonalnego wsparcia rodziców i tego, czy w ogóle poprą nasz pomysł pójścia na studia.
W Pana rodzinie są tradycje akademickie – w końcu Pana ojciec jest wykładowcą na Uniwersytecie, więc nie musiał się Pan tym martwić. Ale dla wielu młodych ludzi pytanie o studia zaczyna się od odpowiedzi na: „Czy moich rodziców stać na to, żebym poszedł na studia?”.
„Jak to?! Przecież studia są (JESZCZE) bezpłatne?!” – zakrzyknie Pan. Na pewno? To pogadajmy o kosztach.
Prawdziwe koszty bezpłatnego studiowania
Pochodzę z Sochaczewa, miasta oddalonego o 70 km od Warszawy. I w tym widzę jednocześnie swoje największe uprzywilejowanie i wykluczenie.
Uprzywilejowanie – bo miałam łatwiej niż znajomi mieszkający kilkaset kilometrów od stolicy – nie musiałam w niej mieszkać.
Wykluczenie – bo przecież moich rodziców nie było stać na wynajęcie mi mieszkania w stolicy, a dojazdy zajmowały mi aż 4 godziny dziennie, sprawiając, że każdy dzień spędzałam od rana do wieczora na uczelni bądź na przystankach, w autobusach i pociągach.
Na zajęcia o 8:00 musiałam wstać o 5:00, licząc, że podróż pociągiem zajmie około godziny, a potem podróż autobusem przy korkach – około pół godziny.
Dodatkowe pół godziny powinno wystarczyć na spacery z peronów i przystanków na kolejne środki transportu. Tylko że PKP rzadko działało jak w zegarku – na porządku dziennym były opóźnienia pociągów, przez które zdarzało mi się nie tylko spóźniać, ale i tracić zajęcia.
W jeden dzień w tygodniu zdarzało mi się kończyć o 18:15, więc w domu byłam po godzinie 20:00. Tyle, jeśli chodzi o czas.
A co z pieniędzmi?
To były studia dzienne, nie pracowałam, mieszkałam z rodzicami. Ale musiałam przecież płacić kilkaset złotych za bilet miesięczny na pociąg i kartę miejską na autobusy i tramwaje w stolicy.
I to już było dla moich rodziców sporym wydatkiem – a choć byłam zaledwie po 20-tce, głupio było mi brać od nich jeszcze pieniądze na ubrania czy codzienne wydatki, mając poczucie, że jestem dorosła i powinnam sama o siebie zadbać. Z czasem zaczęłam dawać korepetycje z polskiego (nieopodatkowane, Panie Mentzen!) i to dało mi minimum komfortu.
Wiem, co teraz mogę usłyszeć: „A nie mogłaś iść do pracy i dzielić jej ze studiami?”. Trudno było znaleźć pracę, gdy w tygodniu, poza zajęciami zajmującymi większą część dnia, 4 godziny zajmował mi dojazd.
Kiedyś też trzeba było się uczyć. Praca w jedyny wolny weekend zabrałaby mi jedyny czas na naukę i odpoczynek, a wynajęcie mieszkania w Warszawie było dla mnie tak samo odległe, jak dziś dla przeciętnego młodego Polaka kupno własnego.
Płatne studia zamykają furtkę do lepszego życia
W 2015 roku najniższa krajowa za pełen etat wynosiła 1 750 zł brutto miesięcznie, a wynajem mieszkania zaczynał się od 1 500 zł. Jak miałabym sobie radzić, doliczając koszty życia?
Studia, nawet dzienne, nigdy nie są w pełni darmowe. Wie to każda osoba pochodząca z mniejszego miasta czy wsi. Wszystko zależy od rodziny, z której pochodzi, i tego, czy rodzice będą w stanie pomóc jej z wynajęciem mieszkania, dołożą się do biletu, czy w ogóle poprą jej pomysł pójścia na studia i w związku z tym utrzymywania jej przynajmniej częściowo – przynajmniej przez jakiś czas.
Gdy myślę o tym, co podoba mi się w Polsce, to myślę o bezpłatnych studiach.
O tym, że ostatecznie nauka jest darmowa, co wyrównuje szanse i otwiera wielu osobom furtkę do dalszej kariery – furtkę, której mogłyby nigdy nie otworzyć, gdyby wiązało się to z dodatkowymi kosztami. Panie Mentzen, właśnie pokazał Pan, jak chętnie by ją zamknął – swoim najmłodszym wyborcom tuż przed samym nosem.