Maciej Słomiński, Interia: Na początek wyjaśnijmy, co zaszło w niedzielę w meczecie im. Dżamaluddina Al-Afganieniego w Gdańsku. Jedna strona politycznego sporu podniosła larum, że tłumy modlących się muzułmanów na ulicy Abrahama są oznaką islamizacji Polski, druga kontrowała, że zdjęcia są sprzed wielu lat. Jaka jest prawda?
Olgierd Chazbijewicz, przewodniczący Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Gdańsku i administrator gdańskiego meczetu: – Myślę, że jestem właściwym adresatem tych pytań, jako autor zdjęć, o których pan mówi. W niedzielę obchodziliśmy Bajram, koniec Ramadanu, świętego miesiąca muzułmanów. Nasz meczet jest jedynym w Polsce o klasycznej budowie z minaretem i jedynym na północ od Warszawy, stąd takie tłumy w Gdańsku – wierni przyjeżdżali z Koszalina, poprzez Toruń i Bydgoszcz aż po Olsztyn.
Było więcej ludzi niż zwykle?
– Tak, około dwóch tysięcy osób, a to dlatego, że Bajram przypadł w dzień wolny od pracy. Mnie, jako przewodniczącego gminy, to bardzo cieszy, jak również to, że byli z nami nasi chrześcijańscy sąsiedzi z Gdańska-Oliwy. Wiedzieliśmy, że będzie nas sporo, dlatego dwa tygodnie wcześniej zgłosiliśmy zgromadzenie na komendzie policji, która zdecydowała o zamknięciu ulicy. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
Zobacz również:
Pana zdaniem nie działo się nic złego, tymczasem w poniedziałek zaczęła się ogromna burza informacyjna. Internauci pisali, że oto Polska w zagrożeniu po słowach Sławomira Mentzena, który w komentarzu do zdjęć z Gdańska pisał o „konieczności zamknięcia granic dla imigrantów z krajów muzułmańskich”.
– Uważam, że wypowiedź Sławomira Mentzena była niefortunna i użyta na potrzeby kampanii wyborczej. Pan Mentzen, jako osoba wykształcona, na pewno zna kontekst historyczny obecności Tatarów w Polsce. Nasi przodkowie walczyli po polsko-litewskiej stronie podczas bitwy pod Grunwaldem, byliśmy i jesteśmy polskimi patriotami.
– Nie wiem, co ma nielegalna imigracja do osób, które przyszły w niedzielę do meczetu? Zebrani byli w lwiej części obywatelami polskimi, nie uważam, że gorszymi od pana Mentzena. Jeśli ktoś z wiernych nie miał polskiego paszportu, to przebywa tu legalnie, ciężko pracuje i płaci podatki. Moja rodzina służyła i służy Rzeczpospolitej od wielu lat.
Pana ojciec Selim był ambasadorem za poprzedniej władzy.
– Był ambasadorem Polski w Kazachstanie przez sześć lat. W zeszłym roku zakończył misję dyplomatyczną i przeszedł na emeryturę. Perfekcyjnie zna rosyjski i jest muzułmaninem, co na pewno pomogło w pełnieniu ważnej funkcji w kraju muzułmańskim. Wstydu Polsce nie przyniósł, wprost przeciwnie. Z kolei moja mama jest katoliczką, w moim domu były różne spory, ale nigdy o religię. Nie wyobrażam sobie, żeby nie spędzić chrześcijańskiej Wigilii razem z rodziną.

Jakie uczucia towarzyszyły panu, widząc poniedziałkowe wzmożenie medialne?
– Kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami. Niepotrzebnie muzułmanie, polscy Tatarzy i świętowanie końca Ramadanu zostały wciągnięte w bieżącą walkę polityczną. Nie jestem z tego zadowolony i uważam, że tak nie powinno być.
Po słowach polityka Konfederacji w Internecie rozlał się ogrom hejtu. Czy na ulicach Gdańska muzułmanie mają jakieś nieprzyjemności ze względu na wyznawaną wiarę?
– Absolutnie nie. Gdańsk i całe Trójmiasto są regionem otwartym i tolerancyjnym. To nie lata 90. XX wieku, żeby ktoś kogoś zaczepiał na ulicy. Szum medialny przygaśnie po kampanii wyborczej i będziemy czuli się jak u siebie, jak zawsze.
– Meczet jest otwarty, zapraszam każdego o każdej porze dnia i nocy, mój numer telefonu jest powszechnie znany. Zapraszam wycieczki, nie tylko szkolne, żeby poznały podobieństwa i różnice między religiami. Wyznajemy staropolską zasadę: „gość w dom, Bóg w dom”. Gdańsk jest moim miastem, w którym się urodziłem i wychowałem.
Ma pan żal do Mentzena o te słowa?
– Mieszkam tu od urodzenia, przywykłem do różnych komentarzy. Mam grubą skórę. Łatwo sprawdzić, że gospodarzem gdańskiego meczetu są Tatarzy. Tak, jak większości meczetów w Polsce. Kierownictwo Konfederacji, jako partii bardzo patriotycznej, doskonale wie, kim jesteśmy i jakie mamy zasługi dla państwa polskiego. Jeśli chodzi o nielegalną imigrację, to przecież nie wszyscy nielegalni imigranci są muzułmanami.
Chciałby mu pan coś przekazać?
– Mam nadzieję, że gdy skończy się kampania wyborcza, pan Mentzen znajdzie czas i przyjedzie do naszego meczetu odwiedzić gdańskich Tatarów.

Z Gdańska jest też inny kandydat na urząd prezydenta naszego kraju.
– Znamy się z Karolem Nawrockim, chodziliśmy przez prawie całą podstawówkę razem do klasy. Potem nasze drogi się rozeszły i teraz każdy jest gdzie indziej. W 2021 r., gdy był dyrektorem muzeum II wojny światowej, Karol zaprosił mnie do audycji „Historia Nieoczywista” w Radiu Gdańsk. Wciąż mam w uszach jego słowa, gdy mówił, że kiedyś Rzeczpospolita była wielonarodowa. Polacy, Białorusini, Litwini, Ukraińcy i Tatarzy wszyscy żyliśmy razem pokojowo.
Czy oczekuje pan od Karola Nawrockiego jakiejś reakcji po niedzielnych wydarzeniach?
– Przecież to nie Karol Nawrocki wypowiadał się w sprawie muzułmanów, łącząc ich z nielegalną imigracją. To nie jego wina. Ze strony jego sztabu wyborczego nie było żadnego nieprzychylnego komentarza. Dwa tygodnie temu słuchałem go podczas wiecu wyborczego, gdy bardzo przychylnie wypowiedział się o Tatarach, dlatego on nie ma czego prostować.
Proszę opowiedzieć w skrócie o historii gdańskiego meczetu.
– Kamień węgielny został wmurowany w 1984 r., meczet został otwarty dla wiernych w latach 90. głównie dzięki polskim Tatarom, ale bardzo w budowie pomogły również osoby, które przyjeżdżały z krajów arabskich w ramach wymiany studenckiej. Potem ci przybysze zostali z nami, ożenili się z Polkami, mają obywatelstwo, żyją tutaj.
– 30-letnia historia gdańskiego meczetu jest zarazem historią mojego życia, tu się praktycznie wychowałem, wcześniej przewodniczącym gminy był mój ojciec. Ta świątynia jest perłą na mapie religijnej Gdańska, który jest tyglem religijnym. Jest synagoga, meczet, cerkiew, jest wiele wspaniałych kościołów. Za życia prezydenta Pawła Adamowicza, który był naszym wielkim przyjacielem, w jednym z lat meczet wygrał konkurs na najpiękniejszą świątynię. To dziś jedna z wizytówek wielokulturowego Gdańska.
Historia waszego meczetu bywała też burzliwa, w 2013 r. zdarzyło się podpalenie.
– Konflikt został dawno zażegnany. Spór był na tle kompetencji, być może ktoś zareagował zbyt impulsywnie na pewne zdarzenia.
Chodziło o spór między bardziej konserwatywną a liberalną wersją Islamu?
– To był spór ogólnopolski w islamskich strukturach w Polsce. Dziś sytuacja jest całkowicie opanowana. Liderem jest nasz mufti Tomasz Miśkiewicz, przewodniczący muzułmańskiego związku religijnego. On, jako człowiek wykształcony, który skończył studia teologiczne w Arabii Saudyjskiej, pełni najwyższą władzę duchowną i administracyjną w Polsce. Poza tym są rozsiane po kraju filie muzułmańskiego związku religijnego. Zajmujemy się tym, czym powinniśmy: Tatarami, Islamem, meczetami, modlitwą, prawdą i religią. A nie agitacją polityczną.
Polacy, którzy widzą, co dzieje się w krajach Europy Zachodniej, obawiają się, że w meczetach będzie propagowana skrajna wersja Islamu.
– My, Tatarzy, wyznajemy hanaficką wersję Islamu, która jest uważana za najbardziej otwartą. Gdy będę widział, że w moim meczecie dzieją się jakieś niepokojące rzeczy, od razu zareaguję. Jest różnica między Polską a krajami Europy Zachodniej – te ostatnie brały udział w kolonizacji, a migranci są u nich od kilku pokoleń. Ja bym w ogóle nie łączył przemieszczania się ludności z Islamem.
– Ponadto: demografia – ona jest nieubłagana. Już dziś widać jak na dłoni, że Polska potrzebuje siły roboczej, nie unikniemy zatrudnienia osób z zewnątrz. Mało jest dziś na świecie krajów jednolitych narodowościowo, od zawsze ludzie migrowali za lepszym życiem. Dziś świat daje więcej możliwości niż kiedykolwiek. Będziemy się musieli nauczyć z ludźmi innych religii i rasy.
Zobacz również:
Czy potrafi pan zrozumieć obawy przeciętnego Kowalskiego przed ekspansją Islamu?
– Wiem, że obawa bierze się z ataków terrorystycznych. Z tego miejsca, jako przewodniczący Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej, chcę podkreślić, że Islam zakazuje aktów terroru i zabijania w imieniu religii. Samo słowo Islam oznacza „pokój”.
– Terroryści to chorzy ludzie, którzy psują wizerunek Islamu. Bardzo nad tym ubolewamy i rozumiemy, że część ludzi może mieć obawy. My, polscy muzułmanie, musimy pracować na to, żeby nasz wizerunek ocieplić, żeby pokazać naszą religię z dobrej strony. Zamachy terrorystyczne to bardzo haniebne i bardzo źle oceniane przez muzułmanów występki.
Jaka jest przyszłość Islamu w Polsce?
– Będzie to bardzo pokojowe nastawienie, prezentowanie religii w pozytywnym świetle, współżycie w harmonii z resztą społeczeństwa. Tak, jak do tej pory, było przez 600 lat. Nauka i ciężka praca oraz zacieranie złych rzeczy, które miały miejsce w Islamie. Wszystko zależy od nas, muzułmanów – jak sobie pościelimy, tak się wyśpimy.
Rozmawiał Maciej Słomiński