Prezydent USA Donald Trump ogłosił środę „dniem wyzwolenia Ameryki”. Tego samego dnia podczas konferencji prasowej podał szczegóły tej decyzji. Chodzi w niej oczywiście o nowe cła.
Jak już informowaliśmy, prezydent Donald Trump wprowadził szereg nowych ceł. Obejmują one import stali, aluminium i samochodów, a także wszystkie towary z Chin. Prezydent USA twierdzi, że te środki, powodujące wzrost cen towarów zagranicznych, pomogą amerykańskim producentom i ochronią miejsca pracy.
Prezydent Trump ogłosił nowe cła
Donald Trump ogłosił także środę dniem „wyzwolenia Ameryki”. Tego samego dnia podczas konferencji prasowej przedstawił szczegóły tej decyzji.
– Nasz kraj i jego podatnicy byli oszukiwani przez pięćdziesiąt lat, ale to się już nie powtórzy. Za chwilę podpiszę historyczne rozporządzenie wykonawcze wprowadzające wzajemne cła – mówił prezydent USA.
– To jeden z najważniejszych dni w historii Ameryki. To nasza Deklaracja Niepodległości Ekonomicznej. Przez lata ciężko pracujący obywatele amerykańscy byli zmuszeni patrzeć z boku, podczas gdy inne narody stawały się bogatsze i potężniejsze – dodał.
Trump przekonywał, że dzięki temu „amerykański przemysł się odrodzi” i będzie „to złoty wiek Ameryki”.
Trump mówił również, że miejsca pracy i fabryki wrócą do USA. – To będzie oznaczać niższe ceny dla konsumenta – padło.
– Inne kraje kradły naszą wartość intelektualną, nakładali nadmierny VAT, przyjmowały złe regulacje – obwieścił. Następnie prezydent USA ogłosił, że USA wprowadzają 25 proc. cła na wszystkie zagraniczne samochody. – Dlatego od północy nałożymy 25 proc. cło na wszystkie samochody wyprodukowane za granicą – powiedział Trump. Tłum wtedy wiwatował.
– Dotujemy wiele krajów i utrzymujemy je w biznesie – powiedział Trump o partnerach handlowych, szczególnie o Meksyku i Kanadzie. Nie jest to prawda, co już nieraz tłumaczy media.
Jakie cła jeszcze ogłosił Trump? Polityk stwierdził, że cła będą stanowić „połowę” tego, co pobierają inne kraje.
Takie są nowe stawki niektórych ceł, które wprowadza jego administracja:
Chiny – 34%
Unia Europejska – 20%
Japonia – 24%
Korea Południowa – 25%
Szwajcaria – 31%
Wielka Brytania – 10%
Tajwan – 32%
Malezja – 24%
Indie – 26%
Brazylia – 10%
Indonezja – 32%
Wietnam – 46%
Singapur – 10 %
O nieprzewidywalności w ekonomii w wydaniu Trumpa mówił naTemat.pl prof. Marek Belka. – Największym problemem ceł Trumpa, jest to, że one się codziennie mogą zmieniać. Prezydent USA ciągle wydaje jakieś komunikaty, które są ze sobą sprzeczne. Sytuacja zmienia się co tydzień, dwa. W takich warunkach trudno prowadzić jakąkolwiek działalność gospodarczą, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych – stwierdził w środę w rozmowie z naTemat.pl profesor Marek Belka.
– O wiele ciekawsze – z ekonomicznego punktu widzenia – i mniej przewidywalne są skutki pośrednie. Sposób, w jaki te cła są wprowadzane, absolutnie destabilizuje perspektywy gospodarcze, przede wszystkim w Ameryce. To może prowadzić do deprecjacji dolara, czyli do zmniejszenia jego kursu. I to akurat może być dla Polski, dla polskich firm korzystne. Jesteśmy przecież importerem różnych surowców, które są denominowane w dolarach – tłumaczył nam prof. Belka.
Co ważne, Polski Instytut Ekonomiczny pochylił się nad danymi i wyliczył, że w najgorszym wypadku (scenariusz ostrej wojny handlowej między USA a UE połączonej z odwetem ze strony Unii) PKB Polski może zmaleć o 0,43 proc. Bez działań odwetowych UE byłoby to nieco mniej – 0,38 proc. W najlepszym przypadku stracimy stosunkowo niewiele: od 0,11 do 0,15 proc. PKB. Maksymalne spadki eksportu w wielu branżach nie powinny przekroczyć 4 procent.