Skip to main content

Początek 2025 roku przez kilka tygodni pachniał nam odroczoną w czasie katastrofą spowodowaną przez obiekt z kosmosu. Asteroida 2024 YR4 jest niepozorna na tle prawdziwych gigantów, ale i tak zyskała status globalnego celebryty. Dlaczego? Początkowe obliczenia sugerowały, że mamy zawrotne (jak na kosmiczne standardy) 1% szans na kolizję z 60-metrowym obiektem w 2032 roku. Webb przyjrzał się naszemu niedoszłemu oprawcy, który — całe szczęście — raczej nie wyrządzi nam krzywdy. Ale…

Kiedy astronomowie po raz pierwszy zidentyfikowali asteroidę 2024 YR4, symulacje trajektorii nie pozostawiały złudzeń – Ziemia znalazła się w potencjalnym zasięgu jej wędrówki. 1% to w naszym rozumieniu niezbyt wiele, ale statystycznie to na tyle dużo, by naukowcy zaczęli się martwić. Zwłaszcza że historia zna przypadki niespodziewanych przybyszów z kosmosu – wystarczy przypomnieć meteoryt czelabiński z 2013 roku, który eksplodował nad miastem i zranił ponad 1500 osób.

Czelabińsk był zaskoczeniem. W przypadku 2024 YR4 zadziałał system wczesnego ostrzegania. Przez moment wydawało się, że możemy mieć poważny problem, niemniej naukowcy zachowali zimną krew. Dzięki kolejnym obserwacjom i analizom udało się zaktualizować dane orbitalne i uspokoić społeczeństwo: pod koniec lutego ryzyko uderzenia spadło praktycznie do zera. Asteroida nie trafi w Ziemię. Uff. Ale jest i zła wiadomość – o niej opowiemy niżej.

Ale emocje to jedno – nauka to drugie. I właśnie dlatego zainteresowanie tym obiektem nie tylko nie zmalało, ale wręcz wzrosło.

JWST przygląda się asteroidzie

Naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, wykorzystując możliwości Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, postanowili zbadać 2024 YR4 z bliska – przynajmniej na tyle, na ile pozwala nam technologia. Obserwacje w świetle widzialnym i podczerwonym przyniosły ciekawe dane. JWST, który zazwyczaj służy do badania odległych galaktyk i powstawania gwiazd, tym razem obrócił swoje zwierciadła w stronę „naszych okolic”. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi.

Czytaj dalej poniżej

Nie widać może zbyt wiele, ale… dla Webba to dużo.

Dowiedzieliśmy się, że asteroida niemal na pewno mierzy około 60 metrów średnicy – czyli mniej więcej tyle, ile ma 15-piętrowy budynek. To niemało, biorąc pod uwagę, że obiekt tej wielkości w razie kolizji mógłby wyrządzić znaczne szkody – porównywalne z eksplozją niemałej bomby jądrowej.

2024 YR4 najpewniej nie trafi w Ziemię. Ale może „wyrżnąć” w Księżyc. Naukowcy obliczyli prawdopodobieństwo takiego spotkania!

Ale to nie wszystko. JWST pozwolił ustalić, że powierzchnia obiektu nie przypomina tej, którą znamy z typowych, większych asteroid. Zamiast drobnych ziaren pyłu, dominują na niej większe, skaliste fragmenty. A wszystko przez jej szybki obrót – wiruje tak intensywnie, że wpływa to na tempo nagrzewania i wychładzania jej powierzchni. To z kolei daje nam niezły wgląd w strukturę jej materiału – najprawdopodobniej niezbyt zwartą, przypominającą luźno połączoną kupę gruzu. Co więcej, asteroida ma spore szanse na uderzenie w Księżyc — wynosi ono aż 3,8% (obecnie). Na szczęście, potencjalne implikacje takiego zdarzenia nie byłyby dla nas jakkolwiek dolegliwe.

I właśnie owe dane są niesamowicie cenne. Określenie składu asteroid to klucz do planowania ewentualnych misji mających na celu kontrolowanie lub przechwycenie asteroidy. Obiekt zbudowany z luźnych fragmentów zachowuje się zupełnie inaczej niż jednolita skała.

Nie tylko ciekawostka

W razie, gdyby obiekt miał wystarczająco duże szanse na spotkanie z Ziemią, uzyskalibyśmy w ten sposób mnóstwo niezbędnych informacji do opracowania procedur ochrony planetarnej. Jeśli w przyszłości odkryjemy asteroidę realnie zagrażającą Ziemi, wiedza zdobyta teraz pomoże nam szybciej i skuteczniej reagować.

JWST udowadnia przy tej okazji, że potrafi być czymś więcej niż „tylko” narzędziem do „podziwiania” kosmosu. Wychodzi na to, że absolutnie możliwe jest monitorowanie z jego ogromną pomocą obiektów w Układzie Słonecznym z niespotykaną wcześniej dokładnością.

To wręcz laboratorium dla przyszłych misji obronnych. Wiedząc, jak zachowuje się powierzchnia asteroidy pod wpływem różnych czynników, możemy precyzyjniej dobierać metody jej zmiany kursu – na przykład przy użyciu rakiet, technologii przypominających żagle słoneczne, a nawet bardziej futurystycznych koncepcji jak promienie laserowe. Możliwości jest mnóstwo.

Czytaj więcej: Czy Ziemia jest bezpieczna? NASA zmienia szacunki dla asteroidy 2024 YR4

Czy jesteśmy gotowi na powtórkę?

2024 YR4 nie zagraża na razie naszej planecie. Ale dzięki tej asteroidzie sprawdziliśmy naszą gotowość – i choć zdajemy egzamin coraz lepiej, nadal uczymy się, będąc zasadniczo w biegu. JWST udowodnił też, że jego rola nie kończy się na dalekich galaktykach – jest wdzięcznym narzędziem do monitorowania potencjalnych zagrożeń także i „w pobliżu”.

Nie trzeba panikować, by być gotowym. Dzięki 2024 YR4 dowiedzieliśmy się więcej nie tylko o niej samej, ale też o sobie: o naszych możliwościach, granicach i determinacji, by bronić Ziemi. Im więcej wiemy dziś, tym bezpieczniejsze będzie nasze jutro… o ile o godzinie „za pięć dwunasta” nie postanowimy wszystkich siebie nawzajem powybijać, a Ziemia nie stanie się jałową, radioaktywną pustynią.